
Wydarzyło się to jakiś czas temu w Krakowie, gdy jeszcze moja żona pracowała w pewnej knajpie na rynku głównym, była świadkiem tej szokującej historii.
Była to normalna rezerwacja weselna na sto parę osób, goście zeszli się ok 18:00.
Państwo Młodzi mieli może 22-25 lat, wyglądali na normalnych młodych ludzi,
nie wyróżniali się niczym szczególnym. Gośćmi byli raczej starsze osoby,
młodych było zaledwie kilka osób. Dlaczego tak mało młodych
- nie wiem, może wiedzieli co się miało zdarzyć, może nie chcieli
być świadkami tego wszystkiego...
Państwo młodzi wypili szampana, rozbili kieliszki i grzecznie po sobie posprzątali.
Goście zaczęli krzyczeć Gorzko, Gorzko, Gorzko. Pan młody cmoknął tylko wybrankę
lekko w policzek, w tym momencie DJ powiedział „Dajmy na razie
im spokój, jak widać są bardzo zestresowani
(z głośników zaczęła grać muzyka „2+1 - Windą do nieba”)
będą całować się po pierwszym tańcu – Zapraszamy Państwa Młodych na scenę."
(W tym momencie dziewczyny z obsługi wnosiły pierwsze danie)
Pan młody szybko wskoczył na scenę, dosłownie wyrwał DJ'owi mikrofon z ręki i stanowczo powiedział:
- Niestety nie będzie pierwszego tańca
(mówił to dość spokojnie tak jakby mu wszystko już „wisiało”),
chciałem Was bardzo przeprosić ale zabawy też nie będzie.
(Ludzie na sali dosłownie zgłupieli)
Możecie iść do domów, wesele skończone...
(żona mówiła mi, że takiej ciszy na weselu i takich „wgiętych” wyrazów twarzy to jeszcze nigdy nie widziała i nie słyszała)
Pan młody stał dalej na scenie z miną w stylu „mam już to w du*ie”, ktoś na sali w końcu zapytał – Ale co się stało, co się dzieje, żartujesz sobie prawda? Pan młody tym swoim „olewistym” głosikiem powiedział: - Nie, po prostu to koniec imprezy, możecie iść do domów...
|